środa, 20 sierpnia 2014

coś jest chyba nie tak

problem. ale z czym? z rodziną? przyjaciółmi? swoim wyglądem? a może psychiką, która została z własnej woli doszczętnie pokiereszowana.? nie wiem. ale mam problem. odtrącam od siebie każdego, wiec nie mam z kim pogadać. może właśnie dlatego powstaje ten post. bo muszę wyrzucić to z siebie. od roku prowadzę zeszyt. tam piszę o swoich przemyśleniach, wzlotach, ale głównie o upadkach. teraz postanowiłam wrzucić coś do sieci. może ktoś się odezwie? hmm. wreszcie z kimś szczerze pogadam? moim celem nie jest znalezienie pomocy. bo sądzę że jej nie potrzebuje. SAMOTNOŚĆ oswaja. ja już moją SAMOTNOŚĆ zaakceptowałam i myślę, że to się nie zmieni. zawsze będę sama.
każdy kto czuje siebie wewnętrznie. czuje swoją psychikę, bo doświadczył prawdziwego bólu zadanego przez życie. nigdy się z tego nie wygrzebie.
nie szukam pomocy, cennych rad, terapii, psychologa. nie.
potrzebuję tylko szczerej rozmowy. nie o mnie. po prostu.

zaczęło się we wrześniu tamtego roku. popełniłam niewybaczalny błąd. i wyrzuty sumienia, jakby.. wyżarły mnie od środka. zamknęłam się na kłódkę, a kluczyk gdzieś zgubiłam. nigdzie nie wychodziłam. nie jeździłam na szkolne wycieczki jak to na nastolatkę przystało. nic. siedziałam w domu. nadeszła jesień. poczytałam trochę o stanie psychicznym. trzymałam się wersji, że za moje samopoczucie ma wpływ jesienny okres. szaro, deszczowo, ponuro za oknem. taka pogoda każdego człowieka potrafi przygnębić. nadeszła zima. nic się nie zmieniło.
marzec. czas moich urodzin, których w tym roku nie wyprawiłam. czemu? nie wiem sama. - nie miałam nastroju. bo po co? hm. wiosna. więc co jest? z tego co wyczytałam okres przygnębienia traw tylko przez kilka jesiennych miesięcy. ??
doszłam do wniosku, że popełniony błąd - utrata najbliższej osoby, owszem przyczyniły się do mojego staniu. tyle że .. z czasem z tego się wychodzi. a ja czuję, jakbym stała przywiązana w jednym miejscu. nie mogę się ruszyć w przód. nawet lepiej. z czasem czuję, że cofam się kolejne kroki w tył. zagłębiam się w moim stanie depresji bardziej. - tak depresji, zrozumiałam to po prawie roku. mam depresję.
ciągle myślę co jest ze mną nie tak. nie mogę się pogodzić z tego że byłam tak głupia, żeby doprowadzić do utraty przyjaciółki. jest jeszcze wiele innym powodów. problem z sobą. mam niską samoocenę. moje umiejętności, zainteresowania, hobby, talent? gdzie jest to wszystko?? nie mam tego. straciłam. i czuję że już tego nie odzyskam. jestem beznadziejna.. a moje cholerne, rutynowe i melancholijne , szare życie nie ma najmniejszego  sensu. jestem skończonym zerem. nie mam uczuć. wszystkich ranię, nawet wtedy kiedy tego nie chcę. robię to nie mając nad tym w ogóle kontroli. krzywdzę słowami. robię rany, po których zostają ogromne, wieczne blizny.
były takie dni, że nie mogłam spać. całą noc przesiadywałam w swoim pokoju czekając na wschód słońca.
bezsenność-z natłoku nocnych, dręczących myśli.
nie umiem z tego wyjść.
raz się obżeram, później płacze. moja samoocena i samopoczucie idą bardziej w dół. raz się głodzę. i nie mam sił. ale wtedy jest dobrze. raz jest dobrze. jem tyle ile powinnam. ale z czasem wiem że stracę znów nad sobą kontrolę.
jestem maszyną, która funkcjonuje kierowana przez kogoś innego. nie przeze mnie. czasem podejmuję decyzje wiedząc że będę ich żałować, że są złe. ale robię to. a później płaczę.

ostatnio często płaczę.
czuję wtedy, że coś we mnie pęka, jak rozpadam się na milion małych kawałków, ale wewnątrz siebie mówię sobie że nie mogę płakać, muszę być silna, nie mogę płakać. nie mogę.. ale płacze. wtedy jeszcze bardziej. dlaczego? - słabość. jestem słaba. krucha jak szkło. wewnątrz - martwa? martwe jest kruche. bez sił i woli do walki.

23.23
dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz